Powyższa fotografia przedstawia maleńki skrawek nieba. Skrawek, na którym wydawałoby się, że nic nie ma. Jednak gdy w 1995 roku wycelowano w ten fragment wszechświata Kosmiczny Teleskop Hubble’a, otrzymano coś zdumiewającego:
Każda kropeczka, każdy punkcik, każdy rozbłysk to pełna galaktyka. Tych galaktyk naliczono około trzech tysięcy. Szacuje się, że ich obraz pochodzi sprzed miliardów lat (światło podróżuje z pewną prędkością, a odległości są ogromne). Zdjęcie to nosi nazwę Głębokiego Pola Hubble’a (Hubble Deep Field).
W 2004 roku postanowiono ponowić eksperyment (w sumie przeprowadzono ich kilka, celując w różne obszary nieba). Tym razem fotografia pokazała jeszcze więcej. Ultragłębokie Pole Hubble’a (Ultra Hubble Deep Field) ukazuje około 10 000 galaktyk:
Aby w pełni pojąć, jak ogromny jest to obszar, należy jeszcze wiedzieć, jak ma się to do tego, co znamy (w jakimś stopniu). Najbliższym nam pojęciem jest Układ Słoneczny, czyli Słońce ze swoimi ośmioma planetami. „Latają” tutaj też co najmniej 173 księżyce, pięć planet karłowatych (m. in. Pluton, niegdyś uważany za pełnoprawną planetę) i wiele innych, mniejszych ciał niebieskich, takich jak komety, meteory, pył międzyplanetarny. Układ Słoneczny jest maleńką częścią Mlecznej Drogi – naszej galaktyki. Możemy ją zobaczyć na niebie – najlepiej po drugiej stronie globu 🙂 Jest widoczna jako jasna smuga – to dlatego, że jest relatywnie płaska, a my patrzymy na nią w poprzek:
To jest nasza galaktyka, a każdy błysk, każdy punkcik to gwiazda ze swoim układem, takim jak nasz. Natomiast na fotografiach wykonanych przez Kosmiczny Teleskop Hubble’a widać wiele takich galaktyk. Absolutnie szokujące jest uzmysłowić sobie, jak ogromny jest Wszechświat.
Emanuele Marini to bardzo skromny człowiek obdarzony niezwykłą umiejętnością – potrafi mówić w kilkunastu językach – i to biegle ze znakomitym akcentem! Na powyższym filmie dał próbkę swoich możliwości podczas zjazdu poliglotów, który odbył się w maju 2013 roku w Budapeszcie. W rozmowach z uczestnikami wydarzenia użył piętnastu języków: angielskiego, włoskiego, rumuńskiego, węgierskiego (który uznał za najtrudniejszy w Europie), niemieckiego, rosyjskiego, tureckiego, polskiego (6. minuta), islandzkiego, słoweńskiego, portugalskiego, hiszpańskiego, duńskiego, macedońskiego i serbskiego.
Poniżej możecie obejrzeć wywiad z nim przeprowadzony miesiąc później, gdy odwiedził nasz kraj. Zdradza Michałowi Grześkowiakowi, w jaki sposób się uczy i co jest jego motywacją.
W przypadku pożaru wszyscy zobowiązani są podjąć działania w celu jego likwidacji: Należy zaalarmować niezwłocznie, przy użyciu wszystkich dostępnych środków osoby będące w strefie zagrożenia, a następnie wezwać straż pożarną.
Telefoniczne alarmowanie należy wykonać w następujący sposób:
Wybrać numer alarmowy straży pożarnej 998.
Po zgłoszeniu się dyżurnego spokojnie i wyraźnie podać:
swoje imię i nazwisko,
numer telefonu, z którego nadawana jest informacja o zdarzeniu,
adres i nazwę obiektu,
co się pali, na którym piętrze,
czy jest zagrożenie dla życia i zdrowia ludzkiego.
Po podaniu informacji nie odkładać słuchawki do chwili potwierdzenia przyjęcia zgłoszenia.
Po poinformowaniu straży pożarnej należy przystąpić (jesli to możliwe i bezpieczne) do gaszenia pożaru i w miarę możliwości pomóc osobom zagrożonym. Należy czynności te wykonać w taki sposób, aby nie doszło do powstania paniki.
Panika może być przyczyną niepotrzebnych i tragicznych w skutkach wypadków. Należy kierować się rozwagą w podejmowaniu decyzji. Do czasu przybycia straży pożarnej kierowanie akcją obejmuje kierownik zakładu pracy /właściel obiektu/ lub osoba najbardziej energiczna i opanowana.
Jak ewakuować ludzi i mienie?
Celem ewakuacji ludzi jest zapewnienie szybkiego i bezpiecznego opuszczenia strefy zagrożonej lub objętej pożarem. Do celów ewakuacji służą korytarze – poziome drogi ewakuacji i klatki schodowe – pionowe drogi ewakuacyjne z których istnieje możliwość bezpośredniego wyjścia na zewnątrz. Drogi i wyjścia ewakuacyjne oznakowane muszą być pożarniczymi tablicami informacyjnymi. Ewakuacją ludzi z części lub z całego obiektu zarządza kierujący akcją ratowniczo – gaśniczą.
przechodzenie w kierunku przeciwnym do kierunku ewakuacji,
zatrzymywanie się lub tamowanie ruchu w inny sposób.
Osoby ewakuowane muszą podporządkować się poleceniom ratowników to jest osobom prowadzącym ewakuację: strażacy, pracownikom służby zabezpieczenia obiektu.
Materiał opracował: bryg. mgr inż. Dariusz Mucha Zakład Ratowniczo-Gaśniczy Szkoły Głównej Służby Pożarniczej w Warszawie
Pieseł – nie wiadomo co to jest, ale wiadomo, że ma związek z psem. W naszym rodzimym internecie pojawił się nowy mem, który w bardzo krótkim czasie zyskał niezwykłą popularność. Mem to pewna chwytliwa informacja, obrazek lub hasło, które staje się atrakcyjne i powielane w różnych formach. W tym wypadku pierwowzór to amerykański „doge”, a nasz rodzimy pieseł dołączył do facebooka w sieci w lipcu. Dzisiaj ma już ponad 232 tysiące fanów.
Jak poznać pieseła? Przede wszystkim po pysku 😉 Zdjęcie dobrotliwie, ale mało inteligentnie wyglądającego pieska może być mniej lub bardziej zręcznie wkomponowane w jakąś scenę oraz koniecznie opatrzone onomatopeją „wow”, a dodatkowo prostymi i mało sensownymi spostrzeżeniami na temat świata lub bieżących wydarzeń. Ważne jest, by czcionka była równie „poważna” – najczęściej stosuje się Comic Sans. Nawrzucane do obrazka sformułowania typu „pogoda bardzo”, czy „słońce takie jasne” w połączeniu z mordką zwierzaka dają naprawdę absurdalny, a przez to komiczny efekt. Nie jest to humor dlakażdego, trzeba się wczuć w klimat. Poniżej moje ulubione:
Cała akcja z piesełem została przez polskich internautów przejmujących amerykańskiego mema bardzo zręcznie wykorzystana. W bardzo krótkim czasie świetnie się wstrzelili w pewną lukę, która miała wywoływać dobry humor, nie obrażając nikogo i nie kradnąć niczyjego wizeruneku. Jednak memy nie zawsze są pozytywnym przejawem internetowego poczucia humoru – zdarza się, że w krzywdzący sposób wykorzystują czyjś wizerunek bądź wyszydzają cechę lub osobę. Udostępniając mema, zawsze należy pamiętać o potencjalnych konsekwencjach.
Staram się każdego roku w trzecich klasach, przy okazji omawiania epoki wojny i okupacji, wspomnieć o eksperymencie przeprowadzonym w 1961 roku przez Stanleya Milgrama – uznanego psychologa społecznego. Celem eksperymentu było sprawdzenie, jaki wpływ mają na nas autorytety, i czy zawsze ślepe wykonywanie poleceń nawet godnych szacunku i zaufania osób jest słuszne.
Na czym polegał eksperyment? Założono przebadanie 40 (a w późniejszych latach około 1000) ludzi różnej płci, pochodzenia, narodowości, wykształcenia i statusu społecznego. Po zgłoszeniu się do eksperymentu dotyczącego „wpływu kar cielesnych na pamięć” otrzymywali pieniądze za uczestnictwo w badaniu i wyraźnie mówiono im, że nie poniosą kary finansowej w przypadku przerwania udziału w eksperymencie, a wynagrodzenie otrzymują za samo stawienie się w laboratorium.
Następnie losowali rolę ucznia lub nauczyciela – było ono sfingowane, gdyż musieli otrzymać rolę nauczyciela. Dowiedzieli się, że będą odczytywać wyrazy, a siedzący w innym pokoju uczeń, podłączony do aparatury wywołującej wstrząsy elektryczne, będzie później musiał je powtórzyć. W razie popełnienia błędu otrzyma „kopnięcie”. Z każdą kolejną pomyłką miało być ono silniejsze. Uczeń był podstawiony, miał powiedzieć jedynie, że trochę się obawia kar, gdyż jest chory na serce. Reakcje ucznia zostały nagrane – początkowo reakcją na kopnięcie miało być zwykłe „Au!”, lecz z każdym kolejnym razem reakcja miała być coraz silniejsza, aż do „Wypuście mnie!”, „Serce mnie boli, chcę stąd wyjść”, czy „Odmawiam dalszego udziału w eksperymencie”. Dodatkowo za plecami nauczyciela miał siedzieć robiący notatki, budzący zaufanie i poważnie wyglądający profesor, który na ewentualne wątpliwości ucznia odpowiadał: „Proszę kontynuować eksperyment”.
Niezwykle ważny jest wygląd samej aparatury i opisanie kolejnych wartości wstrząsów. Pomimo tego, że nauczycielom powiedziano, że kopnięcia są zupełnie nieszkodliwe dla uczniów, opis skali urządzenia mówił zupełnie coś innego:
15 V, 30 V, 45 V, 60 V Słaby wstrząs
75 V, 90 V, 105 V, 120 V Umiarkowany wstrząs
135 V, 150 V, 165 V, 180 V Silny wstrząs
195 V, 210 V, 225 V, 240 V Intensywny wstrząs
255 V, 270 V, 285 V, 300 V Bardzo silny wstrząs
315 V, 330 V, 345 V, 360 V Niezwykle silny wstrząs
375 V, 390 V, 405 V, 420 V Niebezpieczeństwo: poważny wstrząs
435 V, 450 V XXX
Jak więc poradzili sobie nasi uczestnicy? Okazało się, że dla wielu z nich konieczność rażenia prądem człowieka była okropnym przeżyciem. Szczególnie źle czuli się, gdy słyszeli „ucznia” chcącego przerwać eksperyment, skarżącego się na ból serca, kategorycznie odmawiającego dalszego udziału w badaniu. Jednak pomimo tego większość z nich nadal aplikowała kolejne, coraz silniejsze wstrząsy. Nie zatrzymał ich opis skali urządzenia (Niezwykle silny wstrząs, Niebezpieczeństwo:poważny wstrząs, XXX), nie słuchali własnego zdrowego rozsądku, zapomnieli o możliwości rezygnacji w każdej chwili bez poniesienia jakichkolwiek konsekwencji. Reakcją większości z nich było odwrócenie się w stronę „profesora”, który mówił: „Eksperyment musi być kontynuowany”. I kontynuowali…
Przerażające są wyniki badania. Ile osob przerwało je w danym momencie?
Od „słaby”, do „intensywny wstrząs” 15-285 V – nikt nie przerwał badania
„Bardzo silny wstrząs” 300 V – 5 osób przerwało
„Niezwykle silny wstrząs” 315 V – 4 osoby przerwały
„Niezwykle silny wstrząs” 330 V – 2 osoby przerwały
„Niezwykle silny wstrząs” 345 V – 1 osoba przerwała
„Niezwykle silny wstrząs” 360 V – 1 osoba przerwała
„Niebezpieczeństwo: poważny wstrząs” 375 V – 1 osoba przerwała
XXX (435-450 V) 450 V – 26 osób (w tym momencie kończono eksperyment)
Jakie płyną z tego wnioski? Ludzie ogromną rolę przywiązują do autorytetu i często skłonni są mu całkowicie się podporządkować, pomimo własnych wątpliwości i wbrew sobie. Wielu badanych mówiło później, że zadawanie bólu innemu człowiekowi było najgorszym doświadczeniem ich życia. Jednak podziałał na nich poważny wygląd profesora za ich plecami, jego pewne rozkazy i świadomość brania udziału w eksperymencie prowadzonym przez instytucję. Podporządkowali się rozkazom i przez to częściowo zrzucali z siebie odpowiedzialność – przecież wypełniali tylko czyjeś instrukcje.
Stanley Milgram zadał sobie pytanie o przyczyny ślepego posłuszeństwa wobec zbrodniczych rozkazów, które doprowadziły zwyczajnych wydawałoby się ludzi do ludobójstwa np. w obozach koncentracyjnych podczas II wojny światowej. Przypuszczał, że Niemcy jako naród muszą być szczególnie skłonni do podporządkowania się przełożonym. W celu sprawdzenia tej hipotezy wymyślił eksperyment, który miał na celu zbadanie skłonności ludzi do ulegania autorytetom. Pierwotnie Milgram chciał przeprowadzić sondaż na grupie amerykańskiej, a następnie pojechać do Niemiec, aby wyłowić różnice w zachowaniach przedstawicieli różnych narodowości. Po przeprowadzeniu badań w USA Milgram stwierdził jednak: Znalazłem tu (w Ameryce) tyle posłuszeństwa, że wcale już nie było powodu jechać do Niemiec. Wyniki eksperymentu na próbie amerykańskiej były bardzo zaskakujące i nieoczekiwane, także dla samego Milgrama. Link
Większość z nas ma w sobie skłonność do ślepego posłuszeństwa. Wierzymy, że jeżeli ktoś jest autorytetem, to nie może się mylić. Jesteśmy też przekonani, że rozkazy należy wypełniać. Jednak co wtedy, gdy wydane nam polecenie kłócić się będzie z naszym sumieniem? Jeśli będzie godzić w nasze przekonania i wartości? Sadzę, że powinniśmy wziąć przykład z przeszłości i zapamiętać, że nie ma większej wartości niż życie ludzkie i szacunek dla drugiego człowieka. Większość z nas ma w sobie sprawnie działający „kompas moralny” i nie możemy pozwolić nikomu na to, by zmuszał nas do łamania własnych zasad i krzywdzenia innych, nawet, jeśli jest uznanym badaczem, przełożonym czy uznanym autorytetem. Podporządkujmy się tylko tym autorytetom, które są tego warte i godne.
Padaczka to wbrew powszechnej opinii dość częste schorzenie.
Podczas ataku:
ułóż chorego na boku by uchronić go przed zakrztuszeniem się – pozycja boczna ustalona, jeśli nie jest możliwe ułożenie chorego w tej pozycji, pozostawić na plecach
nie wkładać niczego pod głowę (koca, poduszki, kurtki itp.) – grozi to zapadnięciem się języka i utrudnieniem oddychania! – częsty błąd popełniany przez przypadkowych świadków zdarzenia
nie podawać nic do picia
ochronić (szczególnie głowę i kręgosłup) przed okaleczeniem o okoliczne przedmioty – czyli np. przytrzymać z boku rękami, nie podnosić głowy chorego
nie powstrzymywać na siłę drgawek
rozpiąć pasek, kołnierz koszuli, aby ułatwić oddychanie
nie wkładać niczego między zęby, szczególnie nic twardego. Nie otwierać siłą zaciśniętych szczęk
zachować spokój, dopiero jeżeli po 2–3 minutach atak nie mija, wezwać pogotowie
po ataku osoba może mieć problem z logicznym kontaktem, mówieniem, kojarzeniem faktów i samodzielnym chodzeniem, więc powiedzieć spokojnie, co się stało i pomóc usiąść lub dojść do łóżka i pozwolić odpocząć. Należy sprawdzić, czy podczas napadu nie było mimowolnego oddania moczu (lub kału) i adekwatnie pomóc choremu. Najlepszą alternatywą po ustąpieniu napadu jest sen trwający 1–2 godziny. Napad naprawdę jest sporym wysiłkiem umysłowym i fizycznym dla organizmu.
lekarze zalecają po każdym napadzie wezwać pogotowie, a przynajmniej jak najszybciej skontaktować się z lekarzem prowadzącym.
Nieco inaczej należy postępować w przypadku napadu z brakiem utraty przytomności (napady częściowe złożone). Osoba chora może odbywać podróże, być w stanie ekstazy, czuć nieprzyjemne zapachy, słyszeć gwizdy – co jest spotykane np. w padaczce skroniowej. Choć osoba w stanie takiego napadu może się poruszać, to jednak jej procesy poznawcze są w tym czasie głęboko zaburzone, co stwarza zagrożenie np. przy przechodzeniu przez jezdnię. Wobec poważnych zaburzeń myślenia nie jest celowe nawiązanie kontaktu słownego z chorym. Należy starać się taką osobę asekurować aby nie zrobiła sobie krzywdy. Po takim napadzie zaburzenia myślenia ustępują, chory zazwyczaj jest świadomy przebytego napadu. Podobnie jak w napadzie dużym osoba chora również odczuwa znużenie i wymaga odpoczynku. / Wikipedia
Osobom chcącym bliżej poznać ten od wieków fascynujący ludzkość obiekt polecam zastanowienie się nad zakupem porządnego teleskopu. Dla tych, którzy wolą w nocy spać, a nie spoglądać w niebo, stworzono znakomite narzędzie Google Moon. Zaznaczono na nim miejsca lądowania kolejnych misji Apollo, a także wprowadzono możliwość przeglądania fotografii wykonanych przez ich załogi.
Oprócz tego polecam także odwiedzenie strony firstmenonthemoon. Włączając ją i klikając GO, można zobaczyć, jak w czasie rzeczywistym wyglądało lądowanie na Księżycu, usłyszeć, co mówili astronauci i załoga w Houston oraz poczuć doniosłość tego przedsięwzięcia.