Stary człowiek i morze – streszczenie

Bohaterowie:
Santiago – sześćdziesięcioletni rybak
Manolin – młody chłopiec, którego Santiago nauczył łowić
Ryba – ogromny marlin o niezwykłej sile
Miejsce akcji: wybrzeża Kuby, niedaleko Havany

Czas rozpoczęcia się akcji – 84 dni od kiedy Santiago nie złowił ryby
Czas trwania utworu – cztery dni, w tym trzy spędzone przez Santiago na morzu

„Stary człowiek i morze” – streszczenie szczegółowe

Santiago był starym człowiekiem łowiącym samotnie ryby. Mieszkał niedaleko Hawany, na Kubie. Wcześniej w pracy pomagał mu jego przyjaciel – młody Manolin, jednak rodzice chłopca zabronili mu pływać ze starym. Mężczyzna od 84 dni nie złowił żadnej ryby, stąd nadano mu przydomek salao – pechowy.

Mężczyzna był stary i chudy, twarz miał pokrytą głębokimi bruzdami i zmarszczkami, a także plamami niezłośliwego raka skóry spowodowanymi przez palące słońce. Ręce rybaka były poznaczone bliznami od żyłek wędkarskich, jednak wszystkie były zagojone.

Gdy siedział wraz z Manolinem na Tarasie (restauracji dla rybaków), rozmawiali o dawnych czasach. Chłopiec wszystkiego nauczył się od Santiago i chciał pływać wraz z nim. Był przekonany, że razem uda im się złowić wielką rybę. Jednak Santiago nie chciał, by Manolin opuścił szczęśliwą łódź. Inni rybacy pokpiwali ze starego, on jednak przyjmował to spokojnie.

Był mieszkającym samotnie wdowcem. Jego chata była skromna, pokryta liśćmi palmowymi. Stało w niej łóżko, stół, krzesło i było palenisko do gotowania. Na ścianie wisiały dwa święte obrazki. Kiedyś miał też powieszone zdjęcie żony, ale zdjął je, gdyż po jej śmierci czuł się samotny. W domu nie było jedzenia ani siatki na zakupy (wszystko zostało już sprzedane), ale chłopiec i stary rozmawiali o nich, jakby były. Manolin pomagał staremu, przynosząc jedzenie, i starał się nim opiekować: „Póki ja żyję, nie będziesz pływał głodny”. Rozmawiali o baseballu – ulubionym sporcie Santiago, oraz o tym, że kolejny dzień z pewnością będzie szczęśliwy. W nocy stary śnił o lwach na plaży.

Rano chłopiec życzył mu powodzenia. Santiago wyruszył na połów. Płynąc swoją łódką, obserwował delfiny, ptaki, widział też zabójczą meduzę – przeklął ją. Nagle linka naprężyła się i stary wiedział, że duża ryba chwyciła przynętę. Był to marlin. Santiago uznał, że z pewnością marlin już kiedyś dał się złapać, ale udało mu się ujść cało, gdyż był inteligentny i wiedział, jak walczyć o życie. Zatoczył koło i zaczął ciągnąć łódź. „Holuje mnie ryba i jestem jak kołek do uwiązywania lin. Mógłbym zamocować tę linkę. Ale wtedy marlin mógłby ją zerwać. Muszę go trzymać ze wszystkich sił i oddawać linkę, jak będzie trzeba. Bogu dzięki, że on płynie przed siebie, a nie schodzi w dół”.

Ryba ciągnęła łódź daleko w morze, a stary pozwalał jej na to, bo chciał, aby się zmęczyła. W pewnym momencie nie było już widać świateł Hawany. Santiago ciągnięty był w głąb oceanu, nie mógł się zbytnio ruszać, musiał cały czas kontrolować linkę. Godziny przeradzały się w dni. W tym czasie wielokrotnie rozmyślał o chłopcu – chciał go mieć przy sobie. Jednak nie rozpaczał – był pogodzony z faktem, że Manolin pływa teraz na innej łodzi. Wspominał swoją niegdysiejszą walkę z marlinami, doświadczenia z morza. Myślał o naturze – o rybach, stworzeniach morskich i ptakach wypowiadał się z szacunkiem i traktował je jako braci, równe sobie stworzenia, które mają do odegrania pewną rolę, tak jak on. Zastanawiał się nad wynikami meczów futbolu i nad swoim ulubionym graczem – Di Maggio.

Własna wytrwałość w trzymaniu linki przypomniała mu, jak niegdyś w Casablance mocował się na rękę z najsilniejszym Murzynem w porcie. Z zaciśniętymi pięściami trwali całą dobę. Spod ich paznokci sączyła się krew, ale walczyli – nie odpuszczali, czekając na chwilę słabości przeciwnika. Sędziowie zmieniali się, widzowie przychodzili i odchodzili, czyniono zakłady. Gdy ręka Santiago była przechylona już o trzy cale, zaparł się w sobie i wrócił z nią do pionu, zdobywając się na nadludzki wysiłek, a później zwyciężył. Kolejnej wiosny ponowni siłował się z Murzynem, lecz tym razem wygrał bez trudu – za pierwszym razem złamał pewność siebie przeciwnika.

Po dniu, nocy i kolejnym dniu zdecydował się zdrzemnąć, by nabrać sił. Zbudziło go szarpnięcie linki i seria skoków marlina. Santiago przeczuwał, że ryba osłabła i zacznie ponownie krążyć, a wówczas czeka go walka.  Tak też się stało. Gdy po raz któryś marlin przepływał obok, Santiago wreszcie dostrzegł jego cień i był zszokowany, z jak ogromną rybą przyszło mu się zmierzyć. Stary podjął walkę z marlinem i w pewnym momencie myślał, że nie da rady. Wtedy powiedział do siebie, że wytrzyma wszystko. Zadał wiele uderzeń harpunem i nie poddał się, pomimo skrajnego wyczerpania. Wreszcie udało się pokonać rybę. Uwiązał ją do łodzi, co było bardzo trudne, i rozpoczął wiosłowanie w stronę lądu.

Po godzinie pojawił się pierwszy rekin. Santiago ugodził go harpunem i zabił, lecz stracił i broń, i 40 funtów mięsa, które uprzednio wyrwał drapieżnik. W głowie starego zaczęły pojawiać się myśli o tym, że straci zdobycz. Uciszał je i kierował się na działanie. Jednak zgodnie z jego przewidywaniami w wodzie pojawiły się kolejne rekiny. Santiago ugodził jednego nożem, ale mógł to zrobić dopiero wtedy, gdy rekin dopadł marlina. Mógł też  tłuc wiosłami, ale wiedział, że nie ma na to dość siły. Po kilku kolejnych atakach miał jeszcze połowę ryby. Było mu żal straty, gdyż z marlina takiej wielkości mógłby się utrzymać przez całą zimę. I choć wobec morskich drapieżców nie miał wielkich szans, nadal podejmował walkę i odpierał rekiny. W nocy z powodu ciemności nie mógł zbyt wiele zrobić, a o północy pojawiła się cała horda żarłaczy. Stary był bezsilny: „Zjedzcie to sobie galanos. I niech wam się przyśni, żeście zabiły człowieka”. „Wiedział, że jest pobity ostatecznie i bez ratunku. Wrócił na rufę i stwierdził, iż strzaskany koniec rumpla na tyle pasuje w otwór steru, że da się nim sterować. Owinął workiem ramiona i wprowadził łódź na kurs. Płynęło mi się teraz lekko, opuściły go wszystkie myśli i uczucia. Miał już wszystko za sobą i kierował łodzią, ażeby jak najlepiej i jak najmądrzej dopłynąć do macierzystego portu”.

Staremu udała się ta sztuka. Dopłynął do lądu, zwlekł się z łodzi i upadł, lecz po chwili podniósł się i wycieńczony dotarł do domu. Po trzech dniach na morzu położył się w swoim łóżku i zasnął. Rano rybacy oglądali z niedowierzaniem osiemnastostopową rybę. Żaden z nich nigdy takiej nie widział. Manolin rozpłakał się, gdy zobaczył swojego starego przyjaciela. Przyniósł kawę z mlekiem i dużą ilością cukru. Powiedział staremu, że szukano go łodziami i samolotami. Od teraz będą pływać razem i nie obchodzi go, że Santiago jest salao. „Do diabła ze szczęściem. Szczęście przyniosę ze sobą. Wszystko mi jedno <co powie moja rodzina>. Wczoraj złapałem dwie sztuki. Ale teraz będziemy łowili razem, bo jeszcze muszę się dużo nauczyć”. Chłopiec wyszedł z chaty i znów się rozpłakał. Stary zasnął i śniły mu się lwy.

Stary czlowiek i morze streszczenie szczegolowe

By sprawdzić swoją wiedzę z lektury „Stary człowiek i morze”, kliknij poniżej: