Opium w rosole – streszczenie

Bohaterowie:

Aurelia Jedwabińska – przedstawiająca się jako Genowefa Lompke, Pompke, Trombke itp.
Ewa Jedwabińska – jej matka, nauczycielka matematyki i doktorantka w zakresie psychologii
Janina Krechowicz – Kreska, uczennica mieszkająca w sąsiedniej kamienicy z dziadkiem, profesorem Dmuchawcem, zakochana w Maćku
Profesor Dmuchawiec – emerytowany nauczyciel, były wychowawca Ewy i Gabrysi
Maciek Ogorzałka – przyjaciel Kreski, nastolatek mieszkający z bratem Piotrem, na którego za prośbą rodziców ma mieć oko
Matylda Stągiewka – pochodząca z zamożnego domu dziewczyna, w której zadurzył się Maciek
Państwo Lewandowscy – rodzice Sławka mający jeszcze dwóch synów
Sławek – syn państwa Lewandowskich zakochany w sąsiadce Idzie
Borejkowie – sąsiedzi z tej samej kamienicy. Pan Borejko jest internowany, tzn. przetrzymywany
Ida Borejko – dziewczyna zakochana w Sławku
Gabrysia Pyziak – córka Borejków, jej mąż wyjechał do Australii w celach zarobkowych
Lelujka – Jacek, kolega z klasy Kreski

Opium w rosole – streszczenie szczegółowe

Kiedy w niedzielę 30 stycznia 1983 roku Maciek Ogorzałka spacerował po zaśnieżonym Poznaniu, nagle zauważył, że śledzi go kilkuletnia, chuda dziewczynka. W pewnym momencie zaczęła przedrzeźniać jego sposób chodzenia. Zirytowany Maciek próbował ją zgubić, lecz nie udało mu się to – dziewczynka podążała za nim od kościoła Dominikanów, przez plac Teatralka, aż do ulicy Roosevelta, gdzie mieszkał w kamienicy nr 5.

Maciek ukrył się przed dziewczynką, zaś Genowefa zadzwoniła do mieszkania Lewandowskich. Pani Lewandowska przygotowywała właśnie drugie danie – kluski ziemniaczane z kapustą kiszoną, skwarkami i cebulką, zaś pozostali domownicy kończyli pałaszować rosół. Widząc elegancko i drogo ubraną dziewczynkę, która przywitała ją słowami: „Przyszłam na obiadek”, uznała, że dziecko musi być głodne i wpuściła ją do domu. Genowefa jadła z wielkim smakiem, a panu Lewandowskiemu przedstawiła się jako Genowefa Lompke. Przyznała, że widziała ich przez okno sutereny: „Tak. Ja chciałam tu być – ciągnęła swe wyjaśnienia rozpromieniona dziewczynka. – Widziałam przez okno, jak tu jest fajnie. Wszyscy siedzą i jedzą. I się śmieją. To przyszłam”. Twierdziła też, że jej rodzice zmarli na bronchit, ale potem powiedziała, że jej tata jest intelektualistą i uczy ją wierszyków, żeby mówiła je przy gościach. Powiedziała też, że jej mieszkanie nie jest tak ładne jak Lewandowskich, które było przytulnie zagracone.

Około piątej Sławek, syn państwa Lewandowskich, zaproponował, że odprowadzi Genowefę do domu. Gdy wychodzili z budynku, natknęli się na rudowłosą Idę Borejko, w której chłopak był zakochany. Genowefa przedstawiła się jako Sztompke, po czym, widząc, że młodzi o niej zapomnieli, poszła sama do domu.

W międzyczasie Maciek podążał za piękną dziewczyną, która go minęła. Zwrócił uwagę nie tylko na jej piękne jasne włosy, zgrabną figurę, ale też cytryny, których pół kilograma miała w torebce. W sklepach rzadko pojawiały się egzotyczne owoce, a ich zakup niemal graniczył z cudem. Dziewczyna kupiła bilet na wieczorny spektakl „Straszny dwór”, a Maciek za ostatnie pieniądze kupił dwa bilety obok miejsc, które wybrała dziewczyna. Gdy chciał dogonić tajemniczą piękność, nagle z mroku wyskoczyła na niego Genowefa. By jej nie nadepnąć, musiał uskoczyć, co poskutkowało poślizgnięciem się na lodzie i bolesnym upadkiem. Piękna dziewczyna zaczęła się z niego śmiać, a później zniknęła.

Gdy Maciek wrócił do domu, odwiedziła go Kreska, która od dawna podkochiwała się w chłopcu i często przychodziła do niego po pomoc z matematyki. „Nosiła jakieś dziwaczne płaszcze, jakby ze starej ciotki, długie kamizele własnej roboty, pozszywane z łatek, kolorowe getry z włóczki oraz takież czapki-uszanki, swetry-olbrzymy i parometrowe szale z frędzlami. (…) była to rzeczywiście świetna dziewczyna, tylko, że Maciek nie przepadał za jej towarzystwem. Raził go w Kresce całkowity brak poetycznej zadumy i tego tchnienia romantyzmu, który cechować winien dziewczynę – zwłaszcza ładną”. Dziewczyna zobaczyła bilety do Opery, a Maciek pomyślał, że weźmie ją jako osobę towarzyszącą. Wiedząc, że dziewczyna nie ma pieniędzy i by nie wprawiać jej w zakłopotanie, skłamał, że zapłacił 30 złotych (w rzeczywistości oba bilety kosztowały 300 zł). Kreska zgodziła się, gdyż na wydanie 30 złotych mogła sobie pozwolić.

Matylda, bo tak miała na imię tajemnicza dziewczyna, specjalnie wpadła na Maćka, by zwrócić na siebie jego uwagę. Jej wybuch śmiechu na widok jego upadku również był celowy – chciała, żeby chłopak się rozzłościł i myślał o niej aż do wieczora. Przekonana o własnym triumfie, odwróciła się i poszła w stronę domu. Szybko zorientowała się, że śledzi ją kilkuletnia dziewczynka o oskarżycielskim spojrzeniu, która w pewnym momencie pokazała jej język. Pomyślała, że może jest to siostra jednego z chłopców, którym złamała serce. Igranie uczuciami przedstawicieli płci przeciwnej należało do jej ulubionych zajęć – kompensowała sobie tym lata, gdy jako uczennica podstawówki miała nadwagę i koledzy wyśmiewali się z niej. W domu znalazła karteczkę od matki, żeby nie kupowała biletów, gdyż jej mama jako stomatolog musi zostać dłużej w szpitalu. Rozczarowana dziewczyna właśnie odgrzewała sobie obiad, gdy zadzwoniła do drzwi dziewczynka. Przedstawiła się jako Genowefa Trombke i powiedziała, że z nią zje. W trakcie rozmowy Genowefa przyznała, że lubi Maćka i nie podoba jej się, jak Matylda go potraktowała. Matylda, zaintrygowana Ogorzałką, postanowiła jednak iść na przedstawienie i zabrać ze sobą Genowefę.

Maciek spotkał się z Kreską w budynku Opery, a gdy dziewczyna zdjęła płaszcz, spojrzał na nią zupełnie inaczej niż do tej pory: „Nie było w niej ani śladu zwykłej zamaszystości. Ubrana była w powiewną, ciemnozieloną sukienkę, trzymającą się na dwóch sznureczkach i ukazującą delikatne ramiona. (…) Kreska wyglądała jak całkiem inna dziewczyna i Maciek poczuł się obco i niezręcznie, ponieważ ta inna dziewczyna to była bardzo ładna i pociągająca dziewczyna i na domiar złego intensywnie z niej emanowało – dotąd jakże dotkliwie nieobecne – tchnienie romantyzmu. A romantyzm był cechą, którą Maciej Ogorzałka szalenie wysoko cenił w osobach płci żeńskiej”. Jednak uwaga Maćka szybko przeniosła się na Matyldę, która pojawiła się wraz z Genowefą. Kreska i Genowefa natychmiast poczuły do siebie sympatię, zaś Maciek skupił całą swoją uwagę na kokietującej go Matyldzie, wyniosłej w stosunku do Kreski. Maciek poprosił Kreskę, by na drugą część przedstawienia usiadła z Genowefą, sam zaś zajął miejsce przy nowo poznanej dziewczynie.

Opium w rosole - streszczenie szczegółowe

Przez dalszą część spektaklu Kreska była nieobecna ciałem. Myślała o swoich uczuciach. „Na widok Maćka Kresce mdlało serce i oczy zachodziły łzami wzruszenia. Żeby nic nie pokazać po sobie, w obronnym odruchu stawała się szorstka i rzeczowa, chociaż sama świetnie wiedziała, jak go to drażni i złości. To się musiało skończyć jakąś Matyldą – pomyślała Kreska z rozpaczliwą jasnością”. W trakcie spektaklu Matylda udała, że mdleje, i Maciek wyprowadził ją z widowni, zaś Genowefa, zafascynowana łysiną dyrygenta, wychyliła się przez balustradę i pogłaskała go, przez co odwrócił się, a orkiestra zgubiła rytm.

Kolejnego dnia w porze obiadowej (rosół i pierogi z mięsem) Genowefa odwiedziła rodzinę Borejków. Przedstawiła się jako Genowefa Pompke i chciała zająć przy stole miejsce, które pozostawione było wolne, ale okazało się, że czeka ono na pana Borejko, który jest internowany. Ida zachowywała się dziwnie, próbując nie dopuścić, by za sprawą Genowefy wydał się jej związek ze Sławkiem. Ponadto mąż jednej z czterech sióstr – Gabrysi, przebywał w Australii, by zarobić na samochód i nie odpisywał na listy, co Gabrysię bardzo złościło. Atmosfera nie była zbyt szczęśliwa.

Kreska poszukała wsparcia u Gabrysi, która zawsze wydawała jej się szczęśliwa. Dziewczyny wspólnie popłakały, a później mama Borejko poczęstowała je ciastem, zrobiło się głośno i gwarno, była tam też Genowefa. Gdy Kreska zdecydowała się wracać do domu do dziadka, wstała również i Genowefa, chcąca iść z Kreską. Pani Borejko próbowała wypytać Kreskę, co to za dziecko, jednak Kreska również nie miała pojęcia. Pani Borejko stwierdziła, że Genowefa bardzo garnie się do ludzi i nigdy nie wspomina o swoich rodzicach. Poprosiła Kreskę o sprawdzenie, gdzie dziewczynka mieszka.

Gdy zmarznięty Piotr Ogorzałka wrócił do domu, na schodach zastał przemarzniętą i płaczącą Genowefę (przedstawiła się jako Genowefa Zombke), która twierdziła, że nikogo nie ma w domu. Gdy Piotr starał się ją pocieszyć, stwierdziła, że pójdzie jeść do niego. Najpierw twierdziła, że umie smażyć jajka, ponieważ jej tata jest szefem kuchni w hotelu „Merkury”, a potem powiedziała, że jej ojciec jest docentem. U Piotrka Genowefa zjadła smażone jajka i zupę w proszku „Florida”, po czym zasugerowała, że Piotr mógłby rozweselić Gabrysię. Genowefa poszła do domu, a gdy Maciek wrócił do mieszkania, Piotr zorientował się, że jego brat był bardzo zakochany – i na pewno nie w Kresce, którą wszyscy lubili.

Maciek czuł, że podoba się Matyldzie tylko wtedy, gdy ubrany jest i zachowuje się tak, jak ona sobie tego życzy. Chłopak złapał się na myśli, że długotrwałe wynurzenia Matyldy na temat filmów go nudzą, jednak jej powierzchowność sprawiała, że nadal czuł się bardzo zaangażowany. Ale gdy dziewczyna zapytała go, czy ją kocha, a on szczerze odpowiedział, że nie wie, bo jest na to zbyt wcześnie. Gdy rozpoczął wynurzenia natury filozoficznej, szybko zauważył, że Matylda zupełnie nie rozumie, o czym mowa. Była znudzona i przeglądała się w lusterku. On też czuł, że traci z nią czas.

W międzyczasie Kreska martwiła się o swojego dziadka, który złapał anginę. Zapewniła go, że pani Borejko wykupi ich kartki. Profesor Dmuchawiec uspokoił ją, że czuje się dobrze. Kreska była na siebie zła, że w Operze dała Maćkowi odczuć, że go kocha. Po drodze do szkoły spotkała go, i chociaż potwierdził, że zawsze pomoże jej w matematyce, miała wrażenie, że mówił to tylko dlatego, że tak wypadało. Jednak martwiła się tym, że nie może go widywać tak często jak dawniej. Kreska czuła się źle nie tylko z powodu Maćka, lecz również swojej wychowawczyni, z którą nie potrafiła znaleźć wspólnego języka.

Opium w rosole - charakterystyka Ewy Jedwabinskiej

Ewa Jedwabińska od pierwszego wejrzenia nie lubiła Kreski, a szczególnie jej luzu i zarazem hardości: „Była ucieleśnieniem tego wszystkiego czego Ewa w głębi duszy nie znosiła. „Żadnej wewnętrznej dyscypliny” – myślała z irytacją nauczycielka, obserwując swobodne zamyślone oczy i rozmarzone uśmiechy, jakie demonstrowała Krechowicz akurat w najtrudniejszych momentach lekcji matematyki. Trudno się dziwić, że nic nie umiała, nieszczęsna. Na dobrą sprawę należało jej walić dwóję za dwóją – pani Jedwabińska jednakże nie chciała pozbawiać dziewczyny wszelkich szans; szkoda by było Krechowicz nie była zupełnym beztalenciem i gdyby tylko się przyłożyła do nauki…”.

Chociaż Ewa Jedwabińska nie lubiła swojego byłego wychowawcy – profesora Dmuchawca, pamiętała jego metody wychowawcze i postanowiła wykorzystać jedną z nich. By ocieplić swój wizerunek, przedłożyła uczniom ankietę o ich rodzicach, jednak nie spodziewała się, że wychowankowie odbiorą ją jako przymuszenie do donoszenia. Jako pierwszy sprzeciwił się wypełnieniu testu Lelujka, kolega z klasy Kreski, a później sama Kreska. Jej uzasadnienie („Ten cały test przy- pomina mi raczej dom wariatów”) spowodowało, że wściekła Ewa nazwała dziewczynę głupią gęsią i wybiegła z klasy.

Dziadek Kreski martwił się o wnuczkę. Czuł, że Kreska bardzo tęskni za rodzicami, jednak odgrywa rolę silnej dziewczyny. Profesor Dmuchawiec czuł się odpowiedzialny nie tylko za swoją wnuczkę, ale również za wszystkich swoich wychowanków. Unikał ich wizyt w obawie przed zawiedzeniem ich zaufania – zbyt bardzo czuł się odpowiedzialny za ich problemy i niepowodzenia. Podczas jego drzemki w domu znienacka pojawiła się Genowefa, przedstawiając się jako Rombke, i uznając, że będzie jeść właśnie u niego. Po chwili pojawiła się Gabrysia, była uczennica Dmuchawca, której odwiedzin tak bardzo obawiał się profesor. Zapewniła go, że czuje się szczęśliwa, a jego wskazówki pomogły jej podejmować w życiu właściwe decyzje. Podczas rozmowy Dmuchawca i Gabrysi Genowefa zorientowała się, że profesor jest dziadkiem Kreski, co niezwykle ją ucieszyło.

Po lekcji wychowawczej Kreska rozmawiała z Lelujką. Jacek, bo tak miał na imię, powiedział, że miał te same powody co Kreska, żeby odmówić wypełnienia testu. Między młodymi zawiązała się nić porozumienia. W międzyczasie profesora Dmuchawca odwiedziła Ewa Jedwabińska. Profesor pamiętał ją jako Ewę Marcinkowską, pedantyczną i ambitną uczennicę, którą przyjął z pełną serdecznością. Ewa wydawała się być wroga w stosunku do Dmuchawca:

Opium w rosole- Ewa Jedwabińska o Aurelii

Ewa odmówiła propozycji pomocy, twierdząc, że w jej życiu prywatnym i zawodowym wszystko działa idealnie. Wychodząc, Ewa zauważyła długi, pasiasty i poskręcany szalik, charakterystyczny dla Kreski. Zszokowało ją to i wybiegła z mieszkania dziadka znienawidzonej przez siebie uczennicy.

Gdy Kreska wróciła do domu i powiedziała, że Ewa Jedwabińska jest jej wychowawczynią, dziadek poprosił ją o opowiedzenie wszystkiego, co dzieje się w szkole. Kreska wyjawiła prawdę o swoim stosunku do nauczycielki i o ankiecie, licząc na to, że dziadek ją poprze. Jednak profesor Dmuchawiec powiedział, że nie podoba mu się cała ta sytuacja. Nie sądził, że jego wnuczka może być zacietrzewiona i traktować źle nauczycieli. Uznał, że Ewa Jedwabińska jest osobą nieszczęśliwą i dlatego Kreska nie powinna się zachowywać tak, jak dotąd. Dzięki wyjaśnieniom dziadka Kreska uznała, że postara się zrozumieć swoją nauczycielkę.

Maciek wiedział, że Matylda jest bardzo ciekawa tego, jak wygląda jego mieszkanie. Zaprosił ją więc odpowiednio pod nieobecność brata, wcześniej porządnie wszystko sprzątając. Maciek poczuł się nieswojo, gdy Matylda zaprowadzona do sutereny była zawstydzona, a mieszkanie Maćka i Piotra wydało jej się nieatrakcyjną graciarnią. Zrozumiał, że on i Matylda żyją w zupełnie dwóch różnych światach. Spróbował ją wziąć w objęcia i pocałować, jednak jej zachowanie wydało mu się sztuczne. Sam zdziwiony był swoją obojętnością wobec tej pięknej dziewczyny. Pocałunek przerwała Genowefa, zaglądająca spomiędzy niedomkniętych drzwi.

Podczas rozmowy z Aurelią, Maciek dowiedział się, że dziewczynka nie lubi Matyldy oraz że Aurelia też musi całować drewnianą mamę, tak jak Maciek drewnianą Matyldę. Maciek zezłościł się, zdając sobie sprawę, że dziewczynka ma rację: Matylda wodzi go za nos.

Po lekcji matematyki, którą w ramach zastępstwa za Ewę Jedwabińską prowadził student matematyki, Kreska i Lelujka rozmawiali, pogryzając jabłka. Lelujka wyraźnie dawał dziewczynie znać, że ją lubi – obiecał codziennie przynosić jej jabłka z działki, pełnym czułości gestem poprawił dziewczynie szalik. Sytuację tę zobaczył Maciek, który zaproponował jej pomoc z matematyki, na co Lelujka powiedział, że sam jej może pomóc. Kreska nie odpowiedziała, czy skorzysta z ich pomocy.

Genowefa ponownie odwiedziła Lewandowskich, wybierając ich dom z powodu zapachu rosołu, naleśników i kapusty. Zapachy te oznaczały dla niej, że „ten dom żyje i czeka”. Niestety w środku panowała ponura atmosfera, gdyż Sławek miał kłopoty w pracy i obawiał się, że ją straci. Dodatkowo Genowefa wypaplała, że Sławek wyznał Idzie miłość, co bardzo zdenerwowało rodziców chłopaka. Nie sądzili, że ślub to dobry pomysł – młodzi byli bez mieszkania, bez pracy, a Ida studiowała medycynę. Zdenerwowany Sławek stwierdził, że i tak oświadczy się dziewczynie.

Kiedy Maciek i Genowefa obserwowali, dokąd zmierza przejeżdżająca obok karetka, Genowefa zauważyła swojego tatę i szybko się przed nim schowała. Maciek nie zapytał, dlaczego dziewczynka boi się swojego ojca, bał się, że dziewczynka jest przez niego bita. Później zaprosił ją do siebie. Zjedli zupę ziemniaczaną Florida. Kiedy Kreska nie przyszła, pomyślał, że dziewczyna jest o niego zazdrosna, i postanowił ją odwiedzić. Kreska bardzo płakała – to po profesora Dmuchawca przyjechała karetka – od dłuższego czasu miał on problemy z sercem.

Opium w rosole - Maciek i Kreska

Tymczasem Genowefa wróciła do swojego bloku i poszła do pani Lisieckiej, kobiety, która podczas rodziców miała sprawować nad nią opiekę. Aurelia Jedwabińska (to było jej prawdziwe imię) jej nie lubiła, gdyż była chuda i nieprzyjemna. W jej domu pachniało lakierem do podłóg i słychać było tylko wiecznie włączony telewizor. Aurelia miała zjeść kolację – szynkę, ser, rzodkiewki i ogórek, jednak nie umiała się zmusić do jedzenia. W tym domu nic jej nie smakowało, nawet szynka, której kupienie było naprawdę trudnym zadaniem. Nie pomagały też wyrzuty pani Lisieckiej: „Jedz – powiedziała z niechęcią. – Jedz, mówię ci. Obiadu nie zjadłaś, to chociaż zjedz kolację. Wciąż nic nie jesz. Mamusia się zmartwi. No, co ja powiem mamusi, gdy po ciebie przyjdzie. Że znów nie jadłaś. Mamusia stoi po polędwice, pieniążki wydaje. A ty nie jesz. Jedz”. Później zrobiło się jeszcze gorzej, gdy przyszła po nią mama i dowiedziała się, że Aurelia nic nie jadła. Ewa Jedwabińska zaciągnęła ją do domu i zaczęła czynić wyrzuty.

„Mamusia spytała surowo, czy naprawdę tak źle jest u pani Lisieckiej. Czy Aurelia naprawdę musi wciąż grymasić i dokuczać wszystkim wokół? Czy nie widzi, jak wszyscy się dla niej poświęcają – tatuś, mamusia, pani Lisiecka? I jak rodzice pracują, żeby Aurelia miała wszystko, wszystko, czego jej trzeba? – Jesteś złym dzieckiem! – krzyknęła mamusia na zakończenie, bo Aurelia na te wszystkie pytania nie odpowiedziała ani słowem: z przejęcia i strachu zupełnie odebrało jej głos. – Ja w twoim wieku nigdy nawet nie widziałam szynki! Siadaj w tej chwili i jedz – przygotowała jajecznicę i mleko, postawiła to wszystko na stole w kuchni, w rażącym oczy, białym świetle jarzeniówki, była zła. Wróciła za dziesięć minut i trafiła właśnie na moment kiedy ona, dławiąc się z obrzydzenia, wypluwała przeżutą jajecznice w dłoń i chowała do kieszeni. Mamusia strasznie się zdenerwowała”.

Wściekła Ewa odnalazła w kieszeni dziewczynki papkę z poupychanego jedzenia. Wykąpała córkę i kazała jej iść spać. Aurelia po kryjomu wzięła do łóżka Pieska – swoją starą i kudłatą maskotkę, której mama zabroniła trzymać z uwagi na jej zgryz. Zawsze, kiedy przytulała Pieska, zaczynała ssać kciuk. Pomagało jej to w opanowaniu strachu, a w swoim domu zawsze się bała.

Kolejnego dnia Ewa Jedwabińska ponownie próbowała zmusić swoją klasę do pisania testu, jednak tym razem zbuntowała się cała klasa I B. Wracający ze szkoły Maciek usłyszał, jak w autobusie Matylda wyśmiewa się z niego wraz z koleżanką: „O, z tym to jestem umówiona na dziś. Idziemy na bardzo elegancki obiadek do baru szybkiej obsługi. Na nic innego go nie stać. Biedota! Gdybyś widziała jego mieszkanie. Zupełne dno. Całować się nie umie, cały skompleksiały, ale ja go tylko chwalę i zaraz mam efekty. Biedaczek je mi z ręki”. Chłopiec zrozumiał, że Matylda nie jest taka, jak sobie ją wyobrażał. Później, gdy spotkał Kreskę odprowadzającą przygnębioną Genowefę, wyznał jej, ze chciałby być jej chłopakiem. Maciek nie spodziewał się, że Kreska odrzuci jego propozycję. Dziewczyna rozpłakała się i stwierdziła, że nie chce falsyfikatu ani tombaku (tombak to materiał, który udaje złoto). Maciek, którego duma została poważnie urażona, nie rozumiał, o co chodzi dziewczynie.

Ewa przez trzy tygodnie nie chodziła do pracy, gdyż Aurelia miała zapalenie płuc. Pierwszego dnia po powrocie okazało się, że cała jej klasa na znak protestu ubrała się na niebiesko. Była to reakcja na nagany od dyrektora, jakie dostali wcześniej, gdy wszyscy przyszli w czarnych ubraniach. Dla dyrektora było to niedopuszczalne (wyglądało na jakiś protest, a protesty w czasach PRL były niemile widziane i zduszane w zarodku), kazał więc Ewie „wziąć się” za klasę I B, a dodatkowo odwiedzić w szpitalu profesora Dmuchawca.

Maciek postanowił iść na odwiedziny Matyldy, która usilnie go namawiała, tłumacząc, że ma wyrzuty sumienia z powodu sytuacji w autobusie. Gdy jednak tam dotarł i wręczył jej bukiet frezji i perfumy „Zielone Jabłuszko”, mógł myśleć tylko o pocałunku Kreski i Lelujki, który przypadkiem zobaczył. Tymczasem Ewa w szpitalu odbyła poważną rozmowę z Dmuchawcem. Opowiedział jej o swoich problemach na początku pracy młodego nauczyciela i o tym, że postanowił po prostu przeprosić swoją klasę i wyciągnąć do nich rękę – dopiero to poskutkowało i sprawiło, że znalazł z wychowankami porozumienie. Zasugerował też, by Ewa zadbała o swoje dziecko.

U Lewandowskich Sławek oświadczył się Idzie, co okazało się być radosnym wydarzeniem. Genowefa zasugerowała, że teraz Piotr mógłby iść poprosić o rękę Gabrysię, gdyż od jakiegoś czasu ubzdurała sobie, że pomiędzy nimi też jest jakieś uczucie. Piotr uważał Gabrysię za „feministkę bez wdzięku”, często się spierali, jednak szanował ją.

Kolejnego ranka Ewa wzięła Aurelię na spacer, co było dla niej zupełnie nietypowe. Zaproponowała nawet wizytę w ZOO, ale wówczas podeszła do nich jakaś kobieta, która przedstawiła się jako Lewandowska, nazwała Aurelię Gieniusią, mówiła coś o obiadkach, na których Gieniusia już dawno nie była, oraz o ludziach, których Ewa nie znała. Zszokowana Ewa powiedziała, że żadnego ZOO nie będzie, i zaciągnęła wystraszoną, płaczącą córkę do domu. W swoim pokoju dziecko wyciągnęło Pieska, co znów rozzłościło Ewę. „Dlaczego pani Lisiecka pozwalała ci tam chodzić? Boże wielki. Przecież ona nawet nie wiedziała!… – Ewa złapała się za czoło. (…) Ty wstrętna, ty! Mogłaś wpaść pod samochód! Mogli cię porwać! Chodziłaś po cudzych domach! – usiadła na krześle bez sił. – Co za wstyd, co za wstyd! – jęknęła. – Moje dziecko żebrało o jedzenie! Boże, ja oszaleję. Do kogo jeszcze chodziłaś? Do kogo jeszcze?… – Aurelia, wstrząsana szlochem, osunęła się na podłogę i przycupnęła w kąciku koło szafy. Wyglądała jak mały szympans”. Powodowana impulsem Ewa ze złością wyrzuciła zabawkę przez okno, po czym poszła zażyć tabletkę uspokajającą. Gdy wróciła, Aurelii już nie było.

Genowefa była u Kreski, gdy przyszedł Maciek, tam też zasnęła, twierdząc, że w jej domu nikogo nie ma. Pomimo nieporozumienia, gdy zgasło światło, sprawy pomiędzy Maćkiem i Kreską się wyjaśniły. Później wpadła Gabrysia, przynosząc Kresce „kapuśniaczki, witaminy amerykańskie dla profesora, witaminy dla niej, i parę konserw”. Sąsiedzi martwili się bowiem, z czego żyje dziewczyna, gdy profesor jest w szpitalu. Gabrysia też była w dobrym nastroju, ponieważ otrzymała list od męża. Jego dostarczenie trwało trzy i pół miesiąca, co Gabrysia wzięła za obojętność Janusza: „Napisał w tym liście, że chce wracać, że nas kocha jak głupi, mnie i Pyzunię, i że był idiotą, i że zaraz bez nas zwariuje z tęsknoty, i pyta, czy mu przebaczę”.

Po północy do domu wrócił Eugeniusz Jedwabiński. Od żony usłyszał, że Aurelia uciekła z domu. Początkowo nie dowierzał, jednak później postanowił iść z Ewą szukać ich dziecka.

Opium w rosole- rodzice Aurelii Ewa i Eugeniusz

Przerzucając się oskarżeniami, dotarli do kamienicy na ulicy Roosevelta. Pani Lewandowska opowiedziała im o wizytach Gieniusi i o tym, jak chętnie zawsze je kluski. Że twierdziła, iż jej rodzice zmarli oraz odwiedza także inne mieszkania w okolicy. Poradziła, by przyszli jutro rano, gdyż dziewczynkę na pewno ktoś przenocował i nie warto budzić wszystkich.

Kolejnego dnia Kreska poszła do szkoły, Gabrysia wysłała telegram do męża, Piotr pożyczył Borejkom kartki na mięso, bo pani domu zgubiła swoje, Maciek postanowił zaprosić Kreskę i Genowefę do Opery, zaś Ewa Jedwabińska biegała od mieszkania do mieszkania, szukając swojej córki. Wreszcie spotkała panią Borejko. Kobieta uświadomiła jej, czego potrzebuje Aurelia, a nie znajduje u matki, więc szuka u innych ludzi.

„Nie martw się, mała – powiedziała cicho mama Borejko. – Z bliska widać najgorzej. Czasem trzeba oddalenia, żeby kogoś zobaczyć naprawdę. A czasem własne nieszczęście zasłania widok na bliskiego człowieka. A ty jesteś nieszczęśliwa, prawda? – mówiąc to, pogłaskała Ewę po policzku, jakby pocieszała własną zgnębioną córkę”.

Wieczorem pani Borejko odprowadziła opierającą się dziewczynkę do domu, przekonując ją, że mama za nią tęskni i ją kocha. Ewa poczuła ogromną ulgę, zaś Aurelia zachowywała się jak otępiała – nie ucałowała mamy, założyła piżamkę i poszła spać. W nocy usłyszała płacz Ewy, więc poszła ją pocieszyć. Dziewczynka, czując się bezpiecznie w objęciach matki, pierwszy raz poczuła się w swoim domu bezpiecznie i zasnęła. Rano Ewa powitała dziewczynkę słowami: „Dzień dobry, córeczko”, co spowodowało wybuch czułości Aurelii. Ewa przygotowała śniadanie i obiecała każdej niedzieli zapraszać kogoś z przyjaciół córki na obiad.

By sprawdzić swoją wiedzę o „Opium w rosole”, kliknij poniżej: